/.../ w maju, kiedy jeszcze źrebią się klacze, często przed świtem obchodzę pastwiska. W takie pogodne noce, przed wschodem słońca, wszystko jest szare; leżące konie zlewają się z trawą, krzaki i drzewa też są nierzeczywiste, szare i nieruchome. Nad wodą i w kotlinkach unosi się delikatna mgła. Powoli niebo rozjaśnia się i wszystko nabiera kolorów, trawa jest równym, zielonym kobiercem, wszystko odzyskuje swoje kształty i barwy, a kiedy słońce podniesie się wyżej, mgła znika i po chwili nagle, zupełnie niespodziewanie, na tle zielonej trawy pojawia się nieprzebrana ilość, maleńkich, złotych słońc. Mam wtedy wielka ochotę położyć się koło moich koni i leżeć tak, patrząc w niebo.

Chyba to jest właśnie takie pastwisko, o jakim śnił stary koń z angielskiej książki i o jakim śnią wszystkie inne spracowane konie na całym świecie. Cieszę się, że chociaż kilku z nich mogę je dać.

 

/przeczytaj pełny tekst:
Sen spracowanych koni/